Co to jest ten pomiar mocy?

Pomiar mocy to taka zabawka/gadżet, która/-y kosztuje od kilku do kilkunastu tysięcy złotych i mierzy, z jaką mocą pedałujemy. Niby nic takiego, ale żeby tyle kasy wydać, aby mierzyć jakąś moc. Czy jest mi to potrzebne? Czy na pewno chcemy wydać kilka tysięcy PLN, żeby na Naszym liczniku był dodatkowy parametr w postaci litery W, czyli tzw. waty?

Myślę, że każdy indywidualnie musi sobie na to pytanie odpowiedzieć. Poniżej padnie kilka słów wyjaśnienia, które mam nadzieje pozwolą Wam pomóc podjąć taką decyzję lub co najmniej wziąć pod uwagę wątek pod tytułem POMIAR MOCY w moim rowerze / na treningu.

Jeszcze jedno… Jak wygląda taki pomiar mocy i gdzie się on znajduje w rowerze? Otóż jest umiejscowiony jest z reguły:

  • w korbie
  • w pedałach
  • w piaście

Pomiar mocy wygląda jak niżej – znaczy w wersji „w korbie”.

Fotki z mojego roweru szosowego. Lokalizacja: oczywiście piwnica, no bo gdzie mam trenażerować:)

p.s. Uprzedzając pytanie. Tak, lubię SPD i jeżdżę na nich nawet na szosie + nie można mieć wszystkiego. Ekonomiczny kompromis musi być zachowany.


Czym w końcu jest ta moc?

Jest taki jeden trener  i ponoć dość ważny w świecie i nazywa się Joe Friel – według Bicycling Magazine: „Joe Friel jest jednym z najbardziej doświadczonych trenerów kolarstwa w Stanach Zjednoczonych, a jego Biblia jest prawdziwą biblią sportu”, który moc określa następująco:

Moc = praca / czas

Pracą w kolarstwie jest wielkość użytego przełożenia, zaś czasem – kadencja. Zatem jeśli zwiększysz przełożenie, utrzymując kadencje, wytwarzana przez Ciebie moc wzrośnie. Jeśli wzrośnie kadencja, a przełożenie pozostanie niezmienione, moc również wzrośnie.

Upraszczając „po mojemu”: pojęcie mocy wyświetlanej w watach na naszym komputerze treningowym to nic innego jak ilość energii, jaką zużywamy podczas jazdy na rowerze naciskając pedały. Uff… mam nadzieję, że opisałem to dość zrozumiale:)


Trening z pomiarem mocy dla kolarza amatora

Szanowny Panie Kolarzu Amatorze, czy korzysta Pan z pomiaru mocy?

Jestem przekonany, że wiele osób – kolarzy korzysta z pomiaru mocy. Zwłaszcza osoby, które regularnie trenują kolarstwo i podchodzą do kolarstwa profesjonalnie. Mają jakiś swój osobisty cel do osiągnięcia.

Co to znaczy?

Można jeździć rowerem i czasami nawet zaliczyć jakiś wyścig MTB lub szosowy. Natomiast są osoby (jest ich bardzo dużo), dla których kolarstwo to nie tylko pasja i hobby, ale także cel życiowy / wyzwanie, który sobie wyznaczyły. Każdy ma inne cele, ale każdy z nich wymaga ciągłej poprawy swoich wyników sportowych.

Jak to osiągnąć? Jak wejść na wyższy poziom formy kolarskiej?

Uważam, że jednym z ważnych elementów podnoszenia swoich „kwalifikacji kolarskich” jest trenowanie na wyższym poziomie – bardziej efektywnym i skutecznym.  Odpowiedzią na takie wymagania jest właśnie pomiar mocy.

Dlaczego?

Będziesz mógł bardziej efektywnie realizować daną jednostkę treningową i wykorzystać maksymalnie każdą minutę jaką dysponujesz. Żadne warunki jak: pogoda, rodzaj trasy, samopoczucie nie mają wpływu na moc.

Chodzi o to, że przy treningu „na tętno” można mieć lepszy lub gorszy dzień. Czasami jesteśmy bardziej zmęczeni, a czasami wypoczęci – praca, rodzina i inne zmienne:). Tętno jest bardzo wrażliwe na te czynniki – trening jest po prostu mniej efektywny. Mamy trenować w zadanej strefie, a nie możemy podnieść lub obniżyć tętna do wymaganego.

Moc ma to wszystko „gdzieś:)”. Ważne jest to z jaką mocą masz jechać i jaką konkretną pracę masz wykonać. Bez względu czy wieje, pada, czy się dobrze czujemy czy nie. Skoro ma być 6 minut w przedziale 180-200 W to nie ma, że boli:). Już nikogo nie ściemnimy.

p.s. Nie oznacza to, że jak nie masz pomiaru mocy to nie trenuj, bo to nie ma sensu. Pomiar mocy ma na celu przede wszystkim wynieść poziom treningów na wyższy poziom.


JAK TRENOWAĆ z pomiarem mocy?

Trening z pomiarem mocy nie różni się od treningu z pomiarem tętna (najczęściej używany miernik) – w sensie, że idea jest taka sama. Mamy po prostu nowy wskaźnik według, którego realizujemy dany trening.

Różnica polega na tym, że tętno nie jest już takie ważne. Liczy się odpowiednia kadencja oraz przede wszystkim moc, z jaką pedałujemy liczona watami.

Ustawiamy na wyświetlaczu licznika: Moc + kadencja i jedziemy zadany trening.

Oczywiście każdy dysponuje innymi pomiarami mocy. Każdy korzysta z innych liczników, gdzie ten pomiar się wyświetla. Wykorzystuje różne typy rowerów: szosowe, przełajowe, MTB. Prawdopodobnie pomiary różnią się między sobą. Każda marka uważa, że ich sprzęt jest najlepszy i mierzy precyzyjniej niż konkurencja.

Jak na to nie patrzeć – pomiar mocy to wyższy poziom treningów. Koniec. Kropka.



Marcin + pomiar mocy = Miłość od pierwszego zmierzenia

Zdecydowanie TAK. To była, jest i będzie miłość od pierwszego „zmierzenia”:)

Zacznę od tego, że przez 2 sezony (w tym jeden „połamany” i już z trenerem) jeździłem na tętnie. Wiadomo, przecież nikt normalny nie kupuje pomiaru mocy na samym początku zabawy z kolarstwem. Zwłaszcza jak to tyle kasy kosztuje. Aaaa… zapomniałem, bez pomiaru mocy też można trenować:)

Tak jak pisałem powyżej. Były treningi, że na luzie jechałem daną strefę, a były takie, że „za żadne skarby” nie mogłem uzyskać 150 uderzeń.

Oczywiście to nie był powód, żeby odrazy kupić pomiar mocy. Nie mniej jednak z każdym miesiącem odczuwałem, że treningi mierzone tętnem są mniej efektywne – realnie nie odzwierciadlają włożonej pracy.

Ponownie: raz było lekko, a raz ciężko i nie wiedziałem czy wkładam tyle energii w ten sam trening ile faktycznie powinno być włożone. Zwłaszcza jak trening realizowałem na trenażerze.

Ogólnie rzec biorąc, czułem jakbym jechał trochę w ciemno. A przecież cel jest dość ambitny do zrealizowania.

Świnka skarbonka została aktywowana.


Kupić czy nie kupić, o to jest pytanie?

Myślę sobie…Lubię cyferki, bo analitykiem trochę jestem… Nie normalny… Po co ci ten pomiar?, ale Marcin masz mega cel do zrobienia… Bardzo długie przemyślenia… No i po 3 sekundach padła decyzja:).

Kupuje. Znaczy nie od razu, bo ta cała impreza do najtańszych nie należny! Ojjj… nie jest tania.

Generalnie nie jestem zwolennikiem wydawania kasy i kupowania najwyższych modeli czegokolwiek, jak nie wiem czy faktycznie będę z tego korzystał i czy pojawią się namacalne efekty tej inwestycji.

Finalnie wybór padł na pomiar mocy w korbie firmy Stages (Ultegra).

Dlaczego?

  • bo, cena nie zabija (kupiłem w cenie promocyjnej za 1890 zł. Kupiony w strefasportu.pl)
  • bo, na tym poziomie sportowym taki sprzęt jest dla mnie wystarczający
  • bo, kompatybilny z moim licznikiem Polar M450
  • bo, korba 105 była droższa (p.s. choć mam pełną grupę 105 na szosie:))
  • bo, łatwy w montażu
  • bo, jak mi się nie spodoba to dość łatwo to odsprzedać
  • bo, tak:)

Zalety i Wady treningu z pomiarem mocy

To tak na koniec moje osobiste odczucia w postaci wady i zalety pomiaru mocy oraz treningu z wykorzystaniem tego urządzenia:

Zalety:

  1. pomiar mocy umożliwia mi dokładniejszą realizację zadań treningowych (pogoda, samopoczucie i inne czynniki nie mają większego znaczenia)
  2. nie oszukam pomiar mocy, tak jak to się czasami dzieje z tętnem – albo generujesz waty, albo nie generujesz:)
  3. pomiar mocy określa jaką pracę wykonałem, dzięki czemu trener wie jak uniknąć kontuzji, przetrenowania, bądź niedotrenowania
  4. pomiar mocy dokładnie monitoruje progres treningu kolarskiego
  5. moje zapotrzebowania energetycznego jest dużo bardziej precyzyjne do określenia – co pomaga dietetykowi precyzyjniej dostosować moje potrzeby kaloryczne
  6. mogę porównać swoje wyniki – przy tętnie jest to praktyczniej nie możliwe (wiatr, temperatura, samopoczucie…itp)
  7. mogę bezpośrednio porównać się z innymi – przy tętnie jest to nie możliwe. Np. jadę z kumplem i mówię, że jadę dzisiaj tlen (135-145 hr). Kumpel: ja też tlen (130-145). Niby taki sam pułap, ale… ja nie mogę koła utrzymać, bo on jakoś inaczej reaguje na tętno niż Ja:). Zakładam, że generuje większą moc niż ja.
  8.  przyszłościowo, gdybym miał pomiar mocy w MTB, to można ustalić taktykę na wyścig

Wady:

  1. CENA – to nie jest taki tani sprzęt. Ten mój Stages to i tak najtańszy na rynku
  2. Stages mierzy moc tylko w lewej korbie i mnoży x2 całą moc, która pochodzi z lewej nogi
  3. Często gdy jadę na trenażerze, to czuje, że lewa lub prawa „nie naciska” z taką samą mocą i pomiar nie jest wówczas tak precyzyjny – muszę się koncentrować, aby równo rozkładać moc na obie nogi

p.s. NIBY WADA?

Jak jedziesz według pomiaru mocy to ten wskaźnik tak jakby skacze. Znaczy, że jest dość czuły na każdy nacisk na korbę. Dlatego też, trzeba/powinno się ustawić w liczniku, aby MOC była średnią mocą z wybranego okresu. Np. z 3 sekund lub 5 sekund itd. – kwestia licznika jaki posiadamy.

W przeciwnym razie jadąc po drodze są dość duże ruchy w dół i w górę. Dość trudno wówczas utrzymać odpowiednie strefy/przedziały w jakich mamy jechać.

Reasumując: Zdecydowanie lepiej możemy monitorować wysiłek przy użyciu pomiaru mocy, niż samego tętna, które jak wiadomo, może być zmienne w zależności od samopoczucia czy zmiennych warunków atmosferycznych (silny wiatr, upał, mróz). Natomiast miernik mocy odzwierciedla faktyczny wysiłek jaki wkładamy w trening.

Krótko mówiąc: nie wyobrażam sobie treningu bez miernika moc

Kolejne części mocy już niebawem. A pisane będzie o:

  • Pomiar mocy w kolarstwie cz.2, czyli Moc vs. tętno
  • Pomiar mocy w kolarstwie cz. 3, czyli Stages w praktyce

Jeżeli spodobał Ci się wpis i chcesz pozostać na bieżąco ze wszystkimi nowościami:

  • zapisz się do wysyłanego raz na miesiąc newslettera:


  • albo szukaj mnie tutaj:

Znalezione obrazy dla zapytania instagram logo pngZnalezione obrazy dla zapytania facebook logo png