Trenażer, a co to jest?

To nie jest wpis o trenażerach… – znaczy, nie dowiesz się tutaj jaki trenażer warto kupić lub nie. Nie dowiesz się nawet o wadach i zaletach technicznych tego urządzenia.

To wpis o tym, czy trenażer jest potrzebny w życiu kolarza (amatora czy też profesjonalnego zawodnika).

p.s. Nie wszyscy być może wiedzą co to ten trenażer, dlatego poniżej krótka definicja by Marcin:)

Trenażer to takie urządzenia, za pomocą którego możemy Naszym własnym rowerem „jeździć”, ale w miejscu.


Fot.: albo trenażer albo piwko (bananowe oczywiście) 🙂

Kolarz bez trenażera

Jestem kolarzem i nie mam trenażera. Pewnie jest taki ktoś, kto nie posiada trenażera i żyje:) Przecież posiadanie tej masochistycznej  maszynki nie jest przymusowe.

Nie każdy musi go mieć i nie każdy chce go mieć. Dlaczego:

  • nie trenuje regularnie kolarstwa. Lubię po prostu jeździć na rowerze – to po co mi to dziadostwo,
  • szkoda mi kasy na zakup, skoro jeżdżę z reguły jak jest dobra pogoda,
  • wolę już jeździć w deszcz niż mam wejść na trenażer,
  • jak mam wybrać jazdę na trenażerze to wolę pobiegać lub popływać, są też narty i inne,
  • mieszkam w bloku – nie ma gdzie go trzymać, a w piwnicy przecież nie będę jeździł:)
  • jest co najmniej kilka powodów, żeby nie posiadać trenażera.

Kolarz z trenażerem

Jestem kolarzem i mam trenażer. Oczywiście to, że mam nie oznacza, że na nim jeżdżę, ale…

Dla większości posiadaczy to zło konieczne. Choć wymówek nie brakuje, żeby nie zrealizować na nim treningu – to mimo wszystko nie którym się to udaje zrobić.

Oczywiście każdy wie, że lepiej jeździć rowerem na zewnątrz, ale nie zawsze jest to możliwe.

Powie ktoś, że prawdziwy kolarz to w każdą pogodę rowerem śmiga na trening czy też przejażdżkę. Mówi się – znaczy ja mówię, że: im gorsza pogoda tym większy kozak:).

Reasumując: większość kolarzy posiada trenażer. (zwłaszcza ci co trenują), ale chyba nie każdy używa go za często.


Trening a trenażer

Bywają takie momenty w życiu kolarza, że wsiada się na trenażer – mówię tutaj o osobach, które w większości przypadków trenują regularnie. Powód oczywiście musi być wyjątkowo poważny, że zasiadają na „nie wymawiaj tego słowa”:).

Warunki pogodowe czasami uniemożliwiają Nam realizację treningu na zewnątrz. Czasami po prostu pojawiają się sprawy rodzinne (nie którzy mają żony, mężów, no i te takie małe – krzyczące…, a już kojarzę dzieci:)) lub zawodowe (nie którzy pracują, kiedy nie jeżdżą rowerem) , które również nie pozwalają na wykonanie jazdy rowerem.

Pada deszcz i wieje wiatr. Jest -15 stopni i do tego wróciliśmy z delegacji o 20.00.

Ostatnią deską ratunku jest Pan Trenażer:)

Oczywiście można pobiegać, popływać i po-robić wiele innych aktywności, ale nie których chyba nie da się w 100% zastąpić.

Jest wiele rodzajów treningu, które można wykonać na trenażerze, które pozwolą Nam zastąpić trening na zewnątrz.

Rodzajów trenażera jest co nie miara. Dodatkowo możemy się podłączyć do różnych urządzeń (telefon, laptop, mierniki, liczniki), które monitorują Naszą jazdę, a to pozwala odejście od myślenia o trenażerze jako „suchym” i nie efektywnym treningu.


Śmierć trenażerom! Czy na pewno?

Większość osób stwierdzi: Trenażerom mówimy NIE!

Wielokrotnie stanowi on uzupełnienie treningu. Czasami nawet zastępuje Nam trening, który z reguły wykonujemy na zewnątrz.

Wiele osób posiada ponadto pomiar mocy, który niesamowicie poprawia efektywność realizacji treningu i wówczas taki rower podpięty pod trenażer, aż tak bardzo nie zmienia całej układanki/planu jaki jest do wykonania.

Zaryzykuje, że nie które jednostki treningowe, nawet lepiej zrobić na trenażerze niż na rowerze na zewnątrz, bo np. nie masz 10 minutowego podjazdu.

Ponadto obciążenie, czyli waty czy to na zewnątrz czy na trenażerze są takie same. Ba… na trenażerze nie ma zjazdów.

Tutaj nie ma wymówek, że: padało, był korek w mieście, zgubiłem się, itp.

Przecież nie każdy trening na trenażerze musi być nudny. Mamy do dyspozycji wiele opcji:

  • ciekawie skomponowany trening (jak masz trenera lub sam wiesz jak taki trening przygotować, żeby przez 1,5h nie jeździć w jednej strefie to brawo TY)
  • słuchanie fajnej muzyki
  • oglądanie filmów
  • ZWIFT – to już w ogóle mega opcja (jeszcze nie dotarłem do tego cuda, ale to kwestia przyszłej zimy:))

Co Wam umila czas na trenażerze? albo co Wam najbardziej przeszkadza?

Pisać śmiało!



Trenażer – bezcenny!

Wszystko inne kupisz kartą Mastercard, natomiast trenażer jest bezcenny.

Tak to dość odważne stwierdzenie, ale nie wyobrażam sobie kolarstwa bez trenażera. Pewnie zaraz ktoś powie, że jest coś ze mną nie tak albo, że dupa ze mnie nie kolarz:). Cóż, zdania nie zmienię.

Ba…, zbieram do skarbonki monety na jakiś dużo lepszy sprzęt, żebym koła nie musiał cały czas przekładać lub co grosza – opony swego czasu:)


Fot.: Wersja trenażeringu dla wytrwałych: piwnica w bloku, gips na lewym nadgarstku – koleś ma nie równo pod sufitem:)

Dlaczego?

Był taki dzień. Dzień, w którym złamałem nadgarstek:) – żeby tylko raz… Jak już się z pierwszej kontuzji wyleczyłem, to potem drugi raz złamałem ten sam nadgarstek z przesunięciem:) Na bogato, a co:)

Kto mnie wtedy uratował od totalnej bez formy?? No kto? Kto się pytam?

Tak, to on Pan Trenażer!

Oczywiście można powiedzieć, że innej opcji nie było, ale jednak pomógł. Dzięki tej opcji moja forma nie zleciała totalnie do zera!

Od jakiegoś czasu (od około 3 miesięcy) posiadam pomiar mocy. Ten dodatkowy element w moim treningu powoduje, że plan realizowany na trenażerze staję się dużo bardzo efektywniejsze o czym pisałem powyżej w kontekście treningu.


Fot.: Piwnica – jakby otoczenie się nie zmienia. Tutaj bez gipsu:)

Gdy jest zimno, pada deszcz

Tak, bardzo nie lubię zimna i deszczu. Oj tam, maruda się znalazł. Oczywiście trenuję gdy jest zimno, wieje wiatr, czasami jak jadę pada deszcz i się nie roztapiam.

Chodzi mi o to, że ludzie (nie wszyscy, ale ktoś na pewno) mają rodziny. Czasami nawet pracują.

Powyższe filtry:) powoduję, że zdarzają się dni, kiedy to nie można wykonać treningu. Zdarzają się dni, że mam wszystkie opcje powyżej, czyli:

  • wróciłem z delegacji o 20.00,
  • pada deszcz lub śnieg lub wieje mega wiatr lub trąba powietrzna,
  • jest już ciemno (ale wszystko jedno:)),
  • No nie ma opcji wyjścia na zewnątrz.

Bezpieczeństwo jest dla mnie bardzo ważne podczas jazdy rowerem. Wiadomo, że bywa różnie na drodze.

Naprawdę nie mam zamiaru się połamać lub jeszcze gorzej, tylko po to, aby zrobić trening. Można wybrać zdecydowanie bardziej bezpieczniejszy sposób. Co nie oznacza, że gorszy.

Wielokrotnie trening tzw. siła realizuje właśnie na trenażerze. Dlaczego?

  • trening ma ustawiony z reguły w tygodniu roboczym, czyli zanim przyjadę z pracy już jest ciemno,
  • dodatkowo aura zimowa jest średnio sprzyjająca na trening przy dość zaśnieżonej drodze,
  • moje okolice tak średnio mi pasują pod siłę. OK, trener mówi na płaskim na najwyższym blacie można jechać siłę. No niby się da, ale jakoś mi to „nie wchodzi”. Pewnie moja technika jazdy ma tutaj dużo do życzenia.

Fot.: Piwnica – jakby otoczenie się nie zmienia vol. 2. Znowu bez gipsu:)

Śmierć trenażerom? Ja mówię: NIE!

Uwielbiam jazdę na zewnątrz – to nie podlega negocjacji, ale…

Trenażer pomógł mi nie raz w życiu:

  1. Dwa razy złamany nadgarstek!
  2. Delegacje służbowe
  3. Warunki atmosferyczne
  4. Wyjazd żony na szkolenie – mój 6-letni syn, raczej sam nie zostanie w mieszkaniu na 2 godziny:)
  5. Awaria roweru
  6. Komfort psychiczny, że trening zawsze mogę zrealizować bez względu na wszystko

Mój obecny sprzęt to podstawowy trenażer od Tacx.

Zapewniam, że na przyszły sezon wymienię go na lepszy model, bo nadal nie będę lubił zimy i zimna, także wiele treningów będę robił na tym urządzeniu.


Jeżeli spodobał Ci się wpis i chcesz pozostać na bieżąco ze wszystkimi nowościami:

  • zapisz się do wysyłanego raz na miesiąc newslettera:


  • albo szukaj mnie tutaj:

Znalezione obrazy dla zapytania instagram logo pngZnalezione obrazy dla zapytania facebook logo png