Kolarstwo – filozofia życia

Kiedy zaczynałem swoją przygodę z MTB (wyścigi, trening kolarski, generalnie cały świat jakim jest kolarstwo), czyli w kwietniu 2016, czyli tak naprawdę nie tak dawno to nie przeszło mi przez głowę, że to może tak zmienić moje życie oraz życie mojej rodziny. Rodzina to ważny element Naszego życia, zwłaszcza życia kolarza.

Obserwując ludzi, którzy zostali wkręceni w ten styl życia, bo chcę podkreślić, że kolarstwo to nie tylko jazda na rowerze, ściganie się na maratonach, czy nawet super dieta oraz nowe nawyki żywieniowe. To przede wszystkim filozofia życia.

Oj tak, filozofia życia – grubo napisane. Czy faktycznie tak jest? W mojej skromnej ocenie: tak właśnie jest.

Kiedy jest się na jakieś imprezie typu maraton MTB to nagle zdajesz sobie sprawę, że kilkaset ludzi nie wiadomo skąd przyjeżdża na jakiś tam wyścig. Muszą wstać wcześnie rano, aby dojechać na czas. Przygotować jedzenie, stroje i inne potrzebne rzeczy, aby móc wystartować w wyścigu. Samochody zapakowane rowerami i innymi akcesoriami, a między kołami upchana rodzina, znajomi, koledzy z team-u, pieski, kotki…:).

Sytuacja jest normalna jak jest lato, cieplutko i można miło spędzić sobotę lub niedziele, ale ten sam zestaw jest gotowy o każdej porze roku (jesień, zima). Wielokrotnie widzę całe rodziny z małymi dzieciaczkami, które po ubierane na cebulkę są gotowe do kibicowania.

To jest jedna strona medalu. Natomiast kolarstwo to nie tylko wyścigi. To również trening kolarski. Myśląc poważnie o kolarstwie i współzawodnictwie to z ogromną przyjemnością informuje, że trzeba trenować!


Trening kolarski

Rower sam nie pojedzie! Silnikiem jesteśmy My sami. Skąd brać ten dobrze pracujący silnik, która napędza rower? Hmm… po prostu trzeba jeździć. Poprzez jeżdżenie rozumiem: trening kolarski, ale taki trening, który pomoże Nam realizować postawione przed Nami cele.

Samo słowo trening brzmi dość przyjemnie i łatwo, ale w rzeczywistości to najtrudniejsza część. Dlaczego?

Sądzę, że trening to mniej więcej 3 dni w tygodniu lub więcej. Załóżmy, że mamy rodzinę oraz pracujemy:

  • żona, mąż, partner/-ka: zakładam, że sztuk 1 🙂
  • dzieci: jedno lub więcej… 🙂
  • praca: minimum 8h pracy 🙂

Powyższe elementy sprawiają, że czasu na wykonanie treningu jest w praktyce nie wiele. To właśnie ten CZAS jest tak bardzo ważny. Dlatego tym bardziej, dobrze skrojony trening to klucz do sukcesu przy powyższych założeniach.

Pytanie kiedy ten trening zrobić?

Wydaje mi się, że jest to uzależnione o kilku czynników (jako główne: powyżej wymienione) + kluczowy w moim zdaniem, czyli pora roku. Jesienią lub zima dzień jest po prostu krótszy i robi się dość szybko ciemno. Dochodzą do tego warunki atmosferyczne. Pogoda jest nie przewidywalna, czasami nie daj Nam możliwości jazdy rowerem, biegania: deszcz, śnieg, wiatr oraz trasy jakimi jeździmy.

Zdecydowanie jestem zwolennikiem bezpiecznej jazdy. A czasami lepiej dosiąść trenażer. Jest to mimo wszystko fajna opcja dodatkowa/zastępcza (zwłaszcza jak masz pomiar mocy).

Generalnie taki mamy klimat:), co nie zmienia faktu, że powoduje to mniej możliwości wykonania treningu.

Oczywiście ktoś powie, że prawdziwy kolarz to w deszcz, po ciemku i po całe koła w śniegu też pojedzie. Nie ma złej pogody, są tylko złe ubrania lub nie ma złej pogody są tylko słabe charaktery:)

Zgadzam się, ale każdy ma inne podejście. Co nie oznacza, że kolarz nie jeżdżący w takich warunkach nie osiągnie założonych celów. Moim zdaniem osiągnie i nie trzeba się katować i udowadniać jaki jest ze mnie kozak.

Kiedy w takim układzie „robimy” trening kolarski:

Tydzień roboczy:

  1. Wcześnie rano – przed pracą – wersja dla dobrze zorganizowanych skowronków
  2. Po południem – szczęśliwcy
  3. Wieczorem – po pracy i po wszystkich domowych obowiązkach

Weekend: po ogarnięciu domowej administracji (sprzątanie, zakupy i inne „gospodarcze” przyjemności) mamy do dyspozycji prawie cały dzień. Uwaga – niestety nie którzy pracują w weekend. Wówczas wybieramy opcję powyżej.


Rodzina 

Moim zdaniem w kolarstwie to własnie rodzina jest najważniejszym elementem / gwarantem sukcesu.

Dlaczego tak jest? Uważam, że bez jej wsparcia i ogólnej akceptacji drogi jaką wybiera kolarz jest kluczowa, aby móc realizować swoje cele.

Jeżeli mam pełne wsparcie ze strony rodziny: żony, męża partnera/-ki, dzieci – chyba najważniejszy skład. Oczywiście pozostała cześć rodziny, przyjaciele, znajomi też są dla wielu osób bardzo ważne. Pomaga Nam osiągać założone cele. Psychika w sporcie jest niesamowicie istotna, a może nawet jest na pierwszym miejscu.


Hierarchia potrzeb kolarza w układzie Trening Kolarski vs. Rodzina:

Pozwolę sobie zaprezentować powyższą kwestie  bazując na piramidzie Maslova.

Według Maslowa realizacja potrzeb z każdego kolejnego poziomu jest możliwa dopiero wtedy, kiedy zaspokojone zostają potrzeby z poziomu niższego. Zaspokojenie potrzeb podstawowych uruchamia potrzeby wyższego rzędu. Im wyżej w hierarchii znajduje się dana potrzeba, tym później zaczyna być odczuwana przez człowieka.

Te potrzeby, których zaspokojenie warunkuje przetrwanie to potrzeby niższego rzędu (fizjologiczne, bezpieczeństwa, afiliacji). Wynikają one z poczucia braku czegoś. Natomiast potrzeby wyższego rzędu (szacunku i uznania oraz samorealizacji) działają na innych zasadach – dostarczają przyjemności i opierają się na mechanizmie wzrostu, co w praktyce oznacza tyle, że poszerzają się w miarę ich zaspokajania.

Moim zdaniem tak jest własnie z kolarstwem. Realizacja potrzeby najwyższego rzędu jaką jest kolarstwo wymaga, aby poniższe kwestie związane ze zdrowiem, rodziną, domem, ale i także z Naszymi finansami były przynajmniej minimalnie zaspokojone, aby może było w 100% oddać się tej dyscyplinie, która prędzej czy później stanie się sposobem lub stylem życia.

Grafika przestawia element, które zostały powyżej poruszone z punktu widzenia kolarstwa:

[infogram id=”c9e93d7d-00bd-4e2d-a6c8-b033a85431b3″ prefix=”LNJ” format=”interactive” title=”tre”]



W praktyce:

Kiedy to Marcin stwierdził, że zostanie kolarzem to jeszcze nie wiedziałem, tak naprawdę z czym się mierzy.

Obecnie to niby tylko 1-2 godzinki w tygodniu i do 2-3 godzin w weekend na trening – to jednak duże wyzwanie logistyczne. W sumie wychodzi około 5 treningów na tydzień, czyli trzeba się dobrze zorganizować, żeby ogarnąć mieszkanie, rodzinę, pracę. Dochodzi do tego jedzenie. Samo się nie zrobi. Czasami inne dodatkowe sytuacje się pojawiają (delegacja, wyjazdy rodzinne, urlop, itp.).

W związku z czym każdy trening czasowo wyliczony co do minuty. Dlaczego? Kiedy pada pytanie…z ust żony lub syna? A ty co? znowu na trening/rower?

Odpowiedź: yyy…, zn. tak, ale tylko na jedną godzinę? Oczywiście godzinę treningu, ale o tym staram się nie mówić..hehe:) dlatego, aby całość treningu, czyli ubierz się, weź izotonik, idź do piwnicy po rower lub dojedź na siłownie i zamknąć w ramach przyzwoitości to trzeba się dobrze zorganizować.

Generalnie mój tydzień to jeden wielki harmonogram (trening kolarski, rodzina, praca), gdzie nie ma zbyt wiele czasu na inne rzeczy. Dobra organizacja przy takim układzie życia jest dla mnie kluczowa.


Oczywiście nie było tak od razu! Dlaczego? 

Kiedyś słyszałem kogoś, że: jak to partner nie pozwala ci takie rzeczy jak np. realizacja swoich marzeń, pasji i innych takich tam? Przecież to normalne, że ja lubię jedno, a ktoś coś innego. OK…, ale kiedy to się dzieje w układzie, gdzie sport jest częścią życia całego składu rodzinnego/partnerskiego to cała ta treningowa zajawka jest naturalna, że ktoś idzie na trening kilka razy w tygodniu – oboje: partner/-ka trenuje to nikt się nie dziwi, że trzeba trenować.

Natomiast, kiedy jeden z członków normalnego życia rodzinnego:) nagle stwierdza, że chce się rozwijać sportowo i ma zamiar zainwestować czas, pieniądze w ten dość nowy styl bycia, to niestety nie odbywa się to bez ofiar. Większość tygodnia to trening, a nie długo sezon i 2-3 w miesiącu będzie wyścig, czyli cała niedziela z głowy.

Ktoś znów powie, że to zabierz rodzinę na wyścig… OK, ale nie każdy lubi w niedziele wstawać o 5-6 rano, żeby jechać 200 km poczekać na partnera na „ławeczkach” lub w samochodzie, bo pada deszcz i wieje:)

Kolarstwo wymaga poświecenia ze strony „sportowca” oraz/ i przede wszystkim akceptacji i wsparcia ze strony rodziny.

Obecnie żona i syn akceptują tą moją chorobę rowerową, zn. jak na razie…:) Jesteśmy już po wstępnym dotarciu, także wszystko zmierza w dobrym kierunku.


Mój prosty sposób, aby zachować balans na linii kolarstwo vs. rodzina:

  1. Ciuchy naszykowane lub już jestem przebrany zanim żonka przyjdzie z pracy,
  2. Nawodnienie gotowe w bidonie,
  3. Mieszkanie ogarnięte wraz z synem (odebrany z przedszkola, najedzony, przebrany),
  4. Weekend: sobota rano sprzątanie mieszkania + prasowanie, zakupy,
  5. W dni bez treningu – odstawiam telefon, laptop,
  6. Wszystkie tematy związane z moimi aktywnościami załatwiam jak już wszyscy pójdą spać,
  7. W święta wyłączam telefon i inne nierodzinne tematy, aby ten czas spędzić z najbliższymi,
  8. Terminarz wyścigów ustalam dużo wcześniej i zawsze proce negocjacji, że gdzieś jadę zaczynam dużo wcześniej, aby przygotować wszystko i wszystkich,
  9. Generalnie spędzam jak najwięcej czasu wspólnie z rodziną kiedy jestem w domu.

Rodzina jest trochę jak jazda rowerem: czasami jedziesz z górki, a czasami pod górkę, ale wspólnie zawsze jedziesz w tym samym kierunku.


Jeżeli spodobał Ci się wpis i chcesz pozostać na bieżąco ze wszystkimi nowościami:

  • zapisz się do wysyłanego raz na miesiąc newslettera:


  • albo szukaj mnie tutaj:

Znalezione obrazy dla zapytania instagram logo pngZnalezione obrazy dla zapytania facebook logo png